Sztuka nie przejmowania się innymi albo „stay where you are“

Szczególnie wrażliwe osoby często zadają sobie pytanie, jak tu się mniej przejmować nastrojami innych. Tak zwane wysoko wrażliwe osoby (WWO) ponadprzeciętnie czują innych i bardziej się przejmują. Jak nie czuć tak mocno tych wszystkich wrażeń i odczuć? Jak mniej się przejmować tym, co się dzieje dookoła? Jednym ze sposobów byłoby przeprowadzenie się do odległej jaskini, takiej jak na zdjęciu. Ale jest też parę innych opcji.

 

Stawianie granic lub jak się skupić na sobie

Jak chcemy się od czegoś odizolować, na przykład ochronić przed złym nastrojem bliskiej osoby, wcale nie chodzi o to, żeby się przed czymś bronić. To brzmi tak, jakby działo się coś niebezpiecznego, a to po prostu ktoś ma jakieś emocje, które nam się nie podobają i których my nie chcemy czuć. Poza “obrona” kieruje uwagę w kierunku drugiej osoby, a nie do nas. Chcąc się koniecznie chronić przed XY…myślimy przede wszystkim o XY. Jako że energia podąża za naszą uwagą, to w gruncie rzeczy nie chodzi o stawianie granic, a o pozostanie przy samym sobie.
Tylko że wczucie się w samego siebie czasem nie jest takie proste, bo często nauczyliśmy się działać właśnie na odwrót. W dzieciństwie nierzadko wcale nie mogliśmy się skupić na sobie. Albo tak mocno odczuwaliśmy domową atmosferę, że za wszelką cenę chcieliśmy ją “naprawić”, by w końcu poczuć się lepiej (jako dziecko bardzo trudno nie przejmować się emocjami rodziców).

 

Wzroce z dzieciństwa jako przeszkody

I też jako dorośli często nie jesteśmy przyzwyczajeni do skupiania się na własnych odczuciach, bo w wielu przypadkach dużo korzystniejszym wzorcem było kierowanie uwagi na innych, na świat zewnętrzny.
Tworzy się tak cała gama postanowień i wzorców: Lepiej uważać na (i nawet wyrównywać swoim zachowaniem) humory ojca / matki, bo w każdej chwili mogli wybuchnąć. Lepiej czyhać czy nic takiego się wydarzy. Lepiej spełniać potrzeby innych, niż własne. Lepiej wcale już nic nie czuć, aby odizolować się od negatywnych emocji. Przykładów jest tak wiele, jak wiele jest biografii i cokolwiek nam się przytrafiło: warto nauczyć się, że spokojnie możemy zająć się tym, co mamy w naszym wnętrzu, że możemy słuchać wewnętrznego głosu, że warto.

 

 

Koniec z megalomanią 😉

Tylko dlatego, że coś czujemy, to jeszcze nie  znaczy, że także od razu musimy zaraz działać. Między empatią a wspólnym cierpieniem przebiega tylko cieńka granica i akurat wrażliwe osoby mocno odczuwają nastroje innych. Konsekwencją często jest  dziki, energetyczny akcjonizm i podejmowanie wszelkich starań, aby poprawić temu drugiemu nastrój / wyciągnąć ze swojego dołka. Bo gdy ten drugi wreszcie lepiej się poczuje, to my też w końcu możemy odetchnąć. Ale to przede wszystkim przynosi z jednej strone przeciążenie a z drugiej strony niezadowolenie. Nie każdy chce być ratowanym. Tak jak powiedział już  Bert Hellinger: „Dużo łatwiej jest cierpieć niż rozwiązywać.“
Jeżeli ktoś się już wygodnie urządził ze swoim własnym cierpieniem, to nie przeszkadzajmy. I choćbyśmy nie wiadomo jak bardzo chcieli: Nie można nikogo uratować, jeśli ten drugi nie podejmie własnych kroków w tym kierunku. Inaczej nas to przerośnie i zainwestujemy mnóstwo energii w opłakane skutki: zły interes.

 

Wyłączyć ciekawość

Ten punkt często jest jednym z najtrudniejszych, szczególnie dla ciekawych świata ludzi. Ale warto zahamować swoją ciekawość, szczególnie jeśli nie chodzi o nasze sprawy. Po prostu z szacunku – do nas samych i do drugiej osoby. To że potrafimy się w nią wczuć, nie znaczy że mamy do tego prawo. Każdy nosi z sobą swój bagaż i nie zawsze powinno nas obchodzić, co ktoś inny myśli lub czuje. Nie przekraczajmy więc sami pewnych granic.

 

Jak w innych dziedzinach: trening czyni mistrzem

Wiem, wiem, trenowanie i ćwiczenie brzmi raczej jak lekcje fortepianu albo zadanie domowe z matematyki. Ale człowiek się po prostu przyzwyczaja, więc też taka energetyczna higiena musi się dopiero zakotwiczyć w naszej codzienności. To trochę podobne do mycia zębów: niezbyt ciekawe, ale bardzo wartościowe i gdy o tym zapomnimy, gorzej się czujemy.

Czy będą to ćwiczenia uziemiania i centrowania, spacer po lesie, medytacja czy coś w tym stylu, warto poćwiczyć skupianie się na sobie i na odczuciach własnego ciała. Opuścić karuzelę myśli i trzymać swoją energię przy sobie – nauczenie się tego może zająć trochę czasu, warto ćwiczyć choćby przez parę minut, ale każdego dnia. Aż zrobi się z tego nowy, zdrowy nawyk.

 

Tu przykład takiego ćwiczenia uziemiania!

  • No to zaczynamy! Oczywiście najpierw trzeba zadbać o to, żeby nam nic nie przeszkadzało, więc wyłączamy telefon itd. Usiądź tak, aby plecy były pionowo, połóż dłonie na kolanach (lub jak wolisz możesz też stać, wtedy nie trzeba trzymać dłoni na kolanach ;-), stoimy prosto), ważne, by stopy dotykały podłogi / lub jeszcze lepiej ziemi, piasku, trawy no ale wiadomo. Przez chwilę skup się tym, jak stopy dotykają podłogi, jak klatka piersiowa się rusza gdy oddychasz, co czują dłonie?
  • Skup się na oddychaniu, jak wdychasz i wydychasz powietrze, jak powietrze przepływa przez nos do płuc. Przy każdym wypuszczaniu powietrza z płuc wyobraź sobie, że wszystko co nie twoje, co się jakoś „przykleiło“ do twojego pola energetycznego, opuszcza twoje ciało, Czy chodzi o jakieś słowa, opinie, stres ludzi z trolejbusu – nie ma to znaczenia, to co nie twoje może sobie po prostu pójść. Puszczasz to razem z wydychanym powietrzem w dal, w dobrej wierze, że pójdzie sobie tam, gdzie należy i spokojnie może się oddalić. Kto lubi wizualizacje może sobie wyobrazić jak „czyści“ swoje ciało z wszystkich „brudów“, negatywnych emocji itd. które się do niego przykleiły, czy to krystalicznie czystą wodą, światłem czy też laserem (dla tych, którzy lubią jakieś gadżety 😉 ). W zależności od dnia może to zająć trochę czasu, aż poczujesz, że czujesz się jakby „czyściej“ i lżej.
  • Teraz przy oddychaniu koncentrujesz się na wdychaniu powietrza, nie zmieniając i nie regulując oddechu, tylko bardziej się na nim skupiając gdy wdychasz. Z każdym wdechem wyobrażasz sobie, jak to co twoje, co gdzieś się mogło zagubić, może znów do Ciebie wrócić. Te części dokładnie wiedzą, gdzie mają się wpasować, musisz się tylko nastawić na to, że wszystko co twoje do ciebie wraca i wypełnia całe ciało, od głowy, po tułów, ręce, nogi…aż do stóp. Szczególnie na początku to może trochę potrwać, ale spokojnie brniesz dalej, przy każdym wdechu tworząc z ciałem coraz bardziej spójną całość.
  • Gdy już dobrze czujesz swoje ciało (to naprawdę kwestia wprawy), można sobie wymyślić zdanie utrwalające centrowanie w mózgu. Na przykład „Jestem całkiem połączona z sobą“ „Jestem tu i teraz“ albo coś w tym stylu. Mówiąc sobie to zdanie w chwili, gdy naprawdę czujemy się powiązani z naszym ciałem, nasze ciało lepiej zapamiętuje ten stan. Gdy przy każdym centrowaniu powtarzamy sobie pod koniec to zdanie, z biegiem czasu wystarczy pomyśleć o tym zdaniu – i ciało od razu wie, o o co chodzi 😉

W ciężkich przypadkach 😉

Natura jest największą mystrzynią uziemiania i centrowania – dlatego też na łonie natury łatwiej nam naładować nasze akumulatory, czy to podczas spaceru w lesie czy przebywania na plaży. Co do plaży, to woda solona bardzo skutecznie energetycznie oczyszcza. Oczywiście najlepiej pojechać na plażę, ale można też po ciężkim dniu zafundować sobie kąpiel solną (albo zmieszać naturalną sól z olejem i wysmarować się tym pod prysznicem), albo zaszyć się w grocie solnej. Inną jeszcze alternatywą to kadzenie, na przykład za pomocą białej szałwii, która od wieków jest używana do rytuałów oczyszczania. Gdy to będzie na nic, może trzeba by się skonsultować z ekspertem w tej dziedzinie – może to być kinezjolog ale także inny terapeuta, który pomoże nam się znów uporządkować.
W każdym razie: Warto zadbać nie tylko o swoją higienę osobistą, ale także psycho-energetyczną, bo nasze ciało odwdzięczy się dużo lepszym samopoczuciem.